Dostałam wyróżnienie!
Od Poplątanego Świata :) Dziękuję Ci bardzo! Jestem tu tak krótko i jest mi naprawdę miło, że ktoś akurat mnie postanowił wyróżnić! Nie do końca orientuję się jeszcze w regułach blogowego świata, ale domyślam się, że powinnam przekazać to wyróżnienie dalej. Daga oraz Yadis prowadzą blogi, na które uwielbiam zaglądać, dodają mi mnóstwo inspiracji, każda w innym temacie! Więc właśnie je wyróżniam. Jeszcze kilka by się znalazło, ale widnieje na nich napis, że "wyróżnienia są miłe, ale nie, dziękuję". Szanuję tę decyzję, musi mi wystarczyć, że zerkam tam tak często jak się da!
Święta zbliżają się wielkimi krokami, a ja w lesie. Już myślałam, że schowam dziewiarskie utensylia, ale ta nieszczęsna kamizelka wisi nade mną, jak miecz Damoklesa. Nie wezmę jej już do pracy, bo pracuję z trzema kłębkami i strasznie mi się plączą. Ale może dziś już ją skończę. Dziecię me za to zapragnęło nauczyć się wyszywać. Kupiłam jej malutką kanwę z motywem foczki i zaczęła się dłubanina :) Nawet jej to idzie.
Efekty pokażę kiedy indziej, a teraz lecę, bo mnie odkurzacz woła.
Trzymajcie się Kochani!
A.
wtorek, 3 kwietnia 2012
czwartek, 29 marca 2012
Kurczę blade ;)
A dokładnie z warzywami się tworzy na obiad. Mąż ściera gałkę muszkatołową do mięska.
Podchodzi nasza córcia i z zainteresowaniem się przygląda.
- Tato, a co ty robisz?
- Trę gałkę muszkatołową.
- A co to jest tregałka?...
O mało się nie udusiłam :D
I spadam dziergać dalej :)
Pa! A.
Podchodzi nasza córcia i z zainteresowaniem się przygląda.
- Tato, a co ty robisz?
- Trę gałkę muszkatołową.
- A co to jest tregałka?...
O mało się nie udusiłam :D
I spadam dziergać dalej :)
Pa! A.
piątek, 23 marca 2012
wiosenna deprecha?! nieeee....
... tak tylko się rozczulam :)
Wiem, że wszyscy już to znają, ale właśnie sobie płynę... I dzielę się z Wami moim płynięciem :)
A poza tym, że dłubię przy niej kamizelkę, to zapraszam wszystkich do RANDowego RASZowania :)
Skojarzyło mi się z RANDkującą RASZplą :D
O co kaman <- tu się dowiecie :)
Więc.. "sometimes it lasts in love..." i miłego wieczorku życzę :)
A.
Wiem, że wszyscy już to znają, ale właśnie sobie płynę... I dzielę się z Wami moim płynięciem :)
A poza tym, że dłubię przy niej kamizelkę, to zapraszam wszystkich do RANDowego RASZowania :)
Skojarzyło mi się z RANDkującą RASZplą :D
O co kaman <- tu się dowiecie :)
Więc.. "sometimes it lasts in love..." i miłego wieczorku życzę :)
A.
środa, 21 marca 2012
American way of life
...czyli pancakes wg mnie :) (z dedykacją dla Poplątanego Świata :)
Smażyłam małe placuszki z łyżki ciasta, po kilka na raz i smażyłam w wersji expresowej, tzn. na małej patelni 1 naleśnik.
Podawałam z serkiem waniliowym (moja ulubiona wersja) i z dżemem jagodowym. Dobre są też z jogurtem greckim i cukrem. Po "hamerykancku" powinno być z syropem klonowym, ale nie mam takich burżuazyjnych luksusów :D
Zdjęcia nie ma, bo znikają jak sen jaki złoty.
Co w nich jeszcze fajne to to, że ciasto śmiało może postać nawet przez noc w lodówce i nic mu nie jest.
Smacznego!
A co do prezentów, to dostałam jeszcze książkę, "Sekretny język kwiatów" Vanessy Diffenbaugh. Już ją kończę. Muszę Wam powiedzieć, że bardzo mnie wciągnęła, choć budzi we mnie spore emocje! Rzecz o dziewczynie, wychowance domu dziecka, z ekstremalnie trudnym charakterem. Wypaczonym zresztą przez lata w sierocińcu i kolejne rozczarowujące dziewczynkę rodziny zastępcze, które okazywały się wielką pomyłką. Nie wiem, jak się historia skończy, bardzo jej kibicuję! Nie będę opowiadać fabuły, może ktoś będzie miał okazję przeczytać :) Na końcu dodatkowo umieszczony słowniczek znaczenia kwiatów, baardzo ciekawy i wart poznania.
Czytam szybko, bo mam też napoczętą inną książkę, zupełnie inny gatunek :D "Relikt" Douglasa Prestona i Lincolna Childa. Kryminał z elementami czarnej magii i thrillera. Czyli to, co kocham najbardziej ;)
Pozdrawiam Was wieczornie, zabieram się do wykańczania kamizelki. Dobranoc!
A.
- 1,5 szklanki maślanki
- 30 dkg mąki pszennej
- 5 dkg cukru
- 2 jajka
- szczypta soli
- 2 łyżeczki proszku (ja daję sodę)
- 10 dkg masła
Smażyłam małe placuszki z łyżki ciasta, po kilka na raz i smażyłam w wersji expresowej, tzn. na małej patelni 1 naleśnik.
Podawałam z serkiem waniliowym (moja ulubiona wersja) i z dżemem jagodowym. Dobre są też z jogurtem greckim i cukrem. Po "hamerykancku" powinno być z syropem klonowym, ale nie mam takich burżuazyjnych luksusów :D
Zdjęcia nie ma, bo znikają jak sen jaki złoty.
Co w nich jeszcze fajne to to, że ciasto śmiało może postać nawet przez noc w lodówce i nic mu nie jest.
Smacznego!
A co do prezentów, to dostałam jeszcze książkę, "Sekretny język kwiatów" Vanessy Diffenbaugh. Już ją kończę. Muszę Wam powiedzieć, że bardzo mnie wciągnęła, choć budzi we mnie spore emocje! Rzecz o dziewczynie, wychowance domu dziecka, z ekstremalnie trudnym charakterem. Wypaczonym zresztą przez lata w sierocińcu i kolejne rozczarowujące dziewczynkę rodziny zastępcze, które okazywały się wielką pomyłką. Nie wiem, jak się historia skończy, bardzo jej kibicuję! Nie będę opowiadać fabuły, może ktoś będzie miał okazję przeczytać :) Na końcu dodatkowo umieszczony słowniczek znaczenia kwiatów, baardzo ciekawy i wart poznania.
Czytam szybko, bo mam też napoczętą inną książkę, zupełnie inny gatunek :D "Relikt" Douglasa Prestona i Lincolna Childa. Kryminał z elementami czarnej magii i thrillera. Czyli to, co kocham najbardziej ;)
Pozdrawiam Was wieczornie, zabieram się do wykańczania kamizelki. Dobranoc!
A.
wtorek, 20 marca 2012
Prezentów ciąg dalszy?
Dostałam prezent:
Z tej fioletowej na zdjęciu nr 5 będą skarpetki :) 40 dkg Anitexu, starej włóczki pięcioskładnikowej. Bombowej! Pewnie z półtorej kilo wełenek różnego rodzaju, trochę akryli i dwa odcienie bawełnianej włoskiej tasiemki :)
W zamian za to ma powstać kamizelka. Już się dzieje!
No i skończyłam prezent dla ciotki, nazwałam tę chustę Lady Parrot:
Wymyśliłam sobie, że ma być prosta, bo włóczka jest bardzo kolorowa. Nie miałam ją jak rozłożyć, żeby było ładnie widać, więc pokazuję co mam. Ten wieloryb na końcu to ja ;)
zużycie: 10 dkg
druty: 4,5mm na żyłce
wzór: totalna improwizacja! Zakończyłam listwą z kilku rzędów ściegu francuskiego, nie chciałam ząbków ani nic, bo ciotka jest chora i nie dałaby sobie rady z blokowaniem, upinaniem itp. Chusta jest lekka, ciepła i miła w dotyku i o to chodziło! W niedzielę pojedzie do nowego domu.
A na śniadanie były dziś pancakes! Robiliście kiedyś? Ja robiłam drugi raz, wyszły pyszne! Jak chcecie, to Wam powiem, jak :)
Pozdrawiam wszystkich zaglądających i obserwujących, ściskam serdecznie :)
Dziękuję, że mnie odwiedzacie!
A.
Z tej fioletowej na zdjęciu nr 5 będą skarpetki :) 40 dkg Anitexu, starej włóczki pięcioskładnikowej. Bombowej! Pewnie z półtorej kilo wełenek różnego rodzaju, trochę akryli i dwa odcienie bawełnianej włoskiej tasiemki :)
W zamian za to ma powstać kamizelka. Już się dzieje!
No i skończyłam prezent dla ciotki, nazwałam tę chustę Lady Parrot:
Wymyśliłam sobie, że ma być prosta, bo włóczka jest bardzo kolorowa. Nie miałam ją jak rozłożyć, żeby było ładnie widać, więc pokazuję co mam. Ten wieloryb na końcu to ja ;)
- Dane techniczne:
zużycie: 10 dkg
druty: 4,5mm na żyłce
wzór: totalna improwizacja! Zakończyłam listwą z kilku rzędów ściegu francuskiego, nie chciałam ząbków ani nic, bo ciotka jest chora i nie dałaby sobie rady z blokowaniem, upinaniem itp. Chusta jest lekka, ciepła i miła w dotyku i o to chodziło! W niedzielę pojedzie do nowego domu.
A na śniadanie były dziś pancakes! Robiliście kiedyś? Ja robiłam drugi raz, wyszły pyszne! Jak chcecie, to Wam powiem, jak :)
Pozdrawiam wszystkich zaglądających i obserwujących, ściskam serdecznie :)
Dziękuję, że mnie odwiedzacie!
A.
czwartek, 15 marca 2012
Ludzie na fali nie opuszczają szpitali ;)
Kiedyś coś takiego przeczytałam i zawsze chce mi się śmiać, jak sobie to przypomnę :)
Upiekłam fale Dunaju. Wprawdzie miałam ochotę na torcik wg tego przepisu, autorstwa Dagi, ale skusiłam się na brzoskwiniowe fale. Zdjęcia nie ma, światła brak, może się później uda, jak nie zjedzą :)
A czemu upiekłam? Bo od wczoraj już tylko rok do trzydziestki. Trzeba było jakoś uczcić to podniosłe wydarzenie :D
W ramach prezentu kupiłam sobie druty, 3mm na żyłce, zwykłe, aluminiowe. Chciałam bambusowe, ale nie znalazłam. Nie ma takich?
Dzieje się w dalszym ciągu sweter dla młodej (nabrał już statusu UFO, leży odłogiem i korzonki zapuszcza:P) i dzieje się chusta dla mojej ciotki w prezencie urodzinowym. Dziergam ją z Yarn Art Magic Angora.
Poza tym wybrałam się na spacer wiosny szukać. Szkoda, że nie wzięłam aparatu, miałam tylko telefon.
Coś niecoś znalazłam, widać, gdzie przemknęła lekką, bosą stópką :)
I tym wiosenno-urodzinowym akcentem się żegnam na dziś :)
Ukłony i całusy dla odwiedzających!
A.
Upiekłam fale Dunaju. Wprawdzie miałam ochotę na torcik wg tego przepisu, autorstwa Dagi, ale skusiłam się na brzoskwiniowe fale. Zdjęcia nie ma, światła brak, może się później uda, jak nie zjedzą :)
A czemu upiekłam? Bo od wczoraj już tylko rok do trzydziestki. Trzeba było jakoś uczcić to podniosłe wydarzenie :D
W ramach prezentu kupiłam sobie druty, 3mm na żyłce, zwykłe, aluminiowe. Chciałam bambusowe, ale nie znalazłam. Nie ma takich?
Dzieje się w dalszym ciągu sweter dla młodej (nabrał już statusu UFO, leży odłogiem i korzonki zapuszcza:P) i dzieje się chusta dla mojej ciotki w prezencie urodzinowym. Dziergam ją z Yarn Art Magic Angora.
Poza tym wybrałam się na spacer wiosny szukać. Szkoda, że nie wzięłam aparatu, miałam tylko telefon.
Coś niecoś znalazłam, widać, gdzie przemknęła lekką, bosą stópką :)
I tym wiosenno-urodzinowym akcentem się żegnam na dziś :)
Ukłony i całusy dla odwiedzających!
A.
czwartek, 8 marca 2012
bo dzień kobiet ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




